Page 124 - 881909_ODKRYWAM_SIEBIE_A_cz_3
P. 124
• Słuchanie opowiadania Renaty Piątkowskiej Zapach mamy.
– Jak ja nie lubię, kiedy mama gdzieś wyjeżdża. Dom bez mamy jest jakiś inny. A jutro znowu
wyjedzie na kilka dni – westchnąłem. – Więc jeszcze tylko dziś przytuli mnie przed snem, bo
jutro... Nagle poczułem, jak w gardle rośnie mi wielka kula, a z oczu kapią łzy.
– Tomeczku, kochanie, wiem, że ci przykro, ale to tylko trzy dni. Tata i babcia wspaniale się
tobą zaopiekują. A ja szybko wrócę i przywiozę ci jakąś pamiątkę z tej podróży. Obiecuję. No
już, uśmiechnij się do mnie, skarbie – szepnęła mama i przytuliła mnie mocno.
– Mamo, jak jesteś blisko, zawsze czuję taki ładny zapach. Poznałbym cię po nim wśród tysią-
ca innych mam – powiedziałem.
– Tak pachną moje ulubione perfumy. Cieszę się, że ten zapach ci się podoba – powiedziała
mama, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Po chwili wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem do łazienki.
– Mam genialny pomysł. Gdzieś tu musi być... – mruknąłem, przeszukując półkę z kosme-
tykami mamy. – Ile tego tu jest – zdziwiłem się, przesuwając pudełeczka z kremami, szminki,
tubki i pędzelki. Wreszcie trafiłem na mały, śliczny flakonik i powąchałem go.
– Znalazłem, to te perfumy – odetchnąłem z ulgą.
Potem poszedłem do kuchni i wybrałem trzy małe słoiczki po dżemie. Takie słoiczki babcia
starannie myła i przechowywała w kuchennej szafce.
– Teraz do każdego słoiczka prysnę trochę perfum i szybko zakręcę wieczko. Będę miał w nich
zapach mamy. Po jednym słoiczku na każdy wieczór, kiedy jej nie będzie – ucieszyłem się. A kiedy
w każdym słoiczku uwięziony już był piękny zapach, szybko schowałem je do swojej szafki i na-
reszcie mogłem zasnąć.
Tak jak przewidywałem, dni bez mamy, a zwłaszcza wieczory, zdawały się nie mieć końca. Ale
najbardziej tęskniłem za nią, kiedy nadchodziła pora snu. Babcia czytała mi wtedy długą bajkę,
a tata zawsze całował przed snem, ale kiedy tylko wyszli z pokoju, wyjmowałem z szafki słoiczek.
Odkręcałem wieczko i zamykałem oczy. Otaczał mnie wtedy zapach, jakby ramiona mamy.
– Dobranoc, mamusiu – szeptałem i dopiero wtedy nadchodził sen.
Tak było przez dwa wieczory, ale trzeciej nocy długo nie mogłem zasnąć.
– Mama wraca jutro do domu. Pewnie jak się zbudzę, ona już tu będzie – cieszyłem się.
Wreszcie usnąłem zmęczony, ściskając w ręce słoiczek. Ale co to?! Mama jest zamknięta
w moim słoiku! Puka paluszkiem w szklaną szybę i chyba chce wyjść.
– Ojej, co ja zrobię z taką maleńką mamą? Mogę ją wsadzić do któregoś z moich wyścigo-
wych samochodzików, teraz się tam zmieści. A już na pewno uda mi się wepchnąć ją do mojej
ulubionej koparki – pomyślałem.
Odkręciłem więc słoiczek i pomogłem mamie z niego wyjść. Nagle poczułem zapach mamy
i jej ręce na swojej buzi. Potem dała mi całusa.
– Dzień dobry, kochanie! – to był jej głos.
Obudziłem się i przetarłem oczy.
– Mamo, jak ty szybko urosłaś – zawołałem.
– Coś takiego! Czyżbym się przez te trzy dni powiększyła? – zaśmiała się mama i położyła na
poduszce piękny złoty gwizdek i następne autko do mojej kolekcji.
– Dziękuję, mamo! Jest super, szkoda tylko, że się już do niego nie zmieścisz – powiedziałem.
– No, gdybym była taka mała, nie mogłabym zrobić ci omletów na śniadanie – uśmiechnęła
się mama.
– Hura! Omlety! – zawołałem, wyskakując z łóżka.
Jak dobrze, że mama jest duża, wielka, ogromna! Tylko z czego się tam tak śmieje w tej kuchni?
124

